Bóg jest miłością. Co to tak naprawdę znaczy?

„A nie upodabniajcie się do tego świata, ale się przemieńcie przez odnowienie umysłu swego, abyście umieli rozróżnić, co jest wolą Bożą, co jest dobre, miłe i doskonałe.”

list do rzymian 12:2

Bez względu na nasze przekonania dotyczące duchowości czy moralności, każdy z nas ma w głowie jakiś pogląd na temat Boga i jakieś wyobrażenie miłości. Oba te pojęcia są silnie nacechowane znaczeniowo. Temat Boga rodzi zwykle emocjonujące dyskusje, bo w Boga można wierzyć, można nie wierzyć, można być wyznawcą jednej z dziesiątek przeróżnych filozoficzno-psychologicznych koncepcji dotyczących boskości różnych realnych bądź fikcyjnych postaci (a nawet elementu boskości u siebie samego) i raczej rzadko się dziś zdarza, by ktoś nie miał żadnego zdania w tym temacie. Miłość jako pojęcie abstrakcyjne, będące jedną z podstawowych, i co by ludzie nie mówili, jednak najważniejszych wartości, również budzi szereg różnorodnych reakcji. Z tego też powodu na stwierdzenie „Bóg jest miłością” każdy z nas będzie mógł jakoś konkretnie zareagować. Jeden powie: „Że co? Bóg miłością? A obozy koncentracyjne? Małe dzieci umierające na nowotwór? Rasizm? Wojny na Bliskim Wschodzie? Koronawirus?”. Inny za to wyśmieje samo założenie istnienia Boga. Coraz częściej spotykam się z prześmiewczymi komentarzami typu: „Co? Jaki Bóg? Boga nie ma”.

Obie powyższe postawy wydają się być, na pierwszy rzut oka, cyniczne i przesiąknięte głęboką niechęcią skierowaną w stronę zarówno jakichkolwiek tematów związanych z duchowością człowieka jak i ludzi, którzy owymi tematami się zajmują. Można by nawet zaryzykować stwierdzenie, że są, zwłaszcza ta pierwsza, wyrazem pewnego rodzaju szablonowego myślenia wyrażającego się w bezrefleksyjnym powielaniu tych samych buntowniczych tez. Z drugiej strony, domyślam się, że samo źródło z którego wypływają takie przekonania nie jest wcale przesycone nienawiścią czy skrajną awersją, a tym, że ludzie najczęściej nie mają po prostu pojęcia o prawdziwym Bogu lub mają swoje własne wyobrażenia, które najzwyczajniej nijak mają się do rzeczywistości.

Brak wiedzy o Bogu łatwo i, w dosyć krótkim czasie, można jednak nadrobić. Najgorzej jednak, gdy do posiadanej wiedzy z biblijnej teologii, dokładamy światowe, ludzkie koncepcje. Epitetu „światowe” użyłam w pejoratywnym znaczeniu i nie bez powodu. Władcą tego świata jest bowiem szatan (czytamy o tym w Ewangelii Jana), dlatego też to, co najczęściej wymyślają sobie ludzie na własną rękę, nie jest niczym dobrym z biblijnej perspektywy. I chociaż LGBT nie jest moim dzisiejszym tematem przewodnim, ze smutkiem muszę przywołać przyuważone przeze mnie przykłady wykorzystania wartości biblijnych do próby oswojenia społeczeństwa z anty-biblijnym poglądem na świat.

Miłość to jedna z wartości, która została zupełnie zniekształcona przez ludzi. Próbujemy do idei miłości dobudowywać sobie własne cegiełki, chcemy nawet dobudować mosty, żeby tę miłość połączyć z innymi wartościami i udawać przy tym, że znaczą one to samo. Na paradach równości można spotkać banery głoszące takie hasła jak: „Jezus szedłby z nami”, „Miłość nie jest grzechem”, a nawet zaadaptowane z Biblii fragmenty, jak np. werset z Jana 14:2: „Nie trwóżcie się! W domu Ojca mego jest mieszkań wiele”! Szkoda, że banery te są tak niewielkie bądź ich czcionka tak ogromna. Gdyby zmniejszyć wielkość napisu, może udałoby się zmieścić jeszcze kilka dalszych wersetów tego rozdziału. Kilka zdań dalej, w Ewangelii Jana 14:6, Jezus w odpowiedzi na pytanie Tomasza: „Panie, jak możemy znać drogę (do Ciebie)?” mówi: Ja jestem droga i prawda, i żywot, nikt nie przychodzi do Ojca, tylko przeze mnie”. Dlaczego nikt już tego na paradach nie cytuje?

Musimy sobie bardzo jasno ustalić jedną ważną kwestię. MIŁOŚĆ nie równa się AKCEPTACJI. Jako chrześcijanka jestem zobowiązana do tego, by ludzi KOCHAĆ, ale nie mogę AKCEPTOWAĆ ich życia w grzechu, szczególnie gdy ktoś łączy ze sobą dwa zupełnie odmienne punkty widzenia – chrześcijański z antychrześcijańskim, sądząc, że nie ma w takiej kombinacji nic złego.
Co to znaczy, że mam kochać?
Kochać to pomagać nie oczekując niczego w zamian. Kochać to nie wywyższać się i nie potępiać. Kochać to szanować. Kochać to poświęcać czas i uwagę. Kochać to jednak przede wszystkim świadczyć o Jezusie! Być Jego światłem, które rozświetla mrok, w którym błądzą ludzie. Być Jego światłem, by rozświetlać innych ludzi, by również mogli się tym światłem Bożym stać! Czynić innych uczniami Jezusa to nasz obowiązek, przywilej i dowód naszej prawdziwej miłości do ludzi i Boga. To, co najlepszego przydarzyło się w moim życiu to doświadczenie Jego łaski i ratunku. To, co najlepszego mogę dać innemu człowiekowi to świadomość, że on też może tego doświadczyć.

AKCEPTOWAĆ zaś to zgadzać się.
Chcę nauczyć się kochać wszystkich ludzi, lecz na pewno nie będę akceptować większości ich wyborów, bo niestety większość jest oparta na wartościach niebiblijnych.

Czy „Miłość nie jest grzechem”? Miłość nie jest grzechem, lecz miłość homoseksualna, według Biblii, już grzechem jest.
Czy „Jezus szedłby z wami”? Jezus nie szedłby z wami. Jezus stałby obok i wzywałby was do siebie, ale nikt nie chciałby się przy Nim zatrzymać! Tęczowe flagi, chwytliwe hasła, głośna muzyka zagłuszyłyby Jego ciche nawoływania: Ja jestem droga, prawda, i żywot…

Nie mylmy pojęć i nie dajmy się zwieść. II List do Koryntian 11:14 mówi nam: „Wszak i szatan przybiera postać anioła światłości”. Gdy widzimy barwne hasła o miłości przyozdobione szerokimi uśmiechami wyrażającymi radość i kolorowymi ubraniami wyrażającymi wolność, chcemy mimowolnie krzyknąć TAK! Wiara, nadzieja i miłość, trzy największe biblijne wartości, zapisane w I Liście do Koryntian 13:13, w końcu wypełnione, ALLELUJA!

Nie!
Miejmy oczy dookoła głowy, czytajmy Słowo, módlmy się, prośmy o zrozumienie i mądrość. Jak pisze Paweł w Liście do Rzymian: „A nie upodabniajcie się do tego świata, ale się przemieńcie przez odnowienie umysłu swego, abyście umieli rozróżnić, co jest wolą Bożą, co jest dobre, miłe i doskonałe”.

Tak, Bóg jest miłością. Kocha swoje stworzenie, troszczy się o nie, ubiega się o kontakt z nim. Człowiek nigdy nie będzie Bogiem, dlatego nie może stawiać ani miłości ani charakteru relacji z Nim na swoich warunkach! To, że Bóg, Niebiański Ojciec, kocha, nie znaczy, że będzie godził się na wszystko co jest udziałem Jego stworzenia. Gdy dziecko łamie zasady ustalone przez rodziców, oni nie przestają go kochać, co nie znaczy, że akceptują to, że ono łamie im serce swoim zachowaniem.

Tak, Bóg jest Miłością. Czemu zatem większość z nas służy temu, który nią nie jest?

Jeśli poruszył cię ten wpis, daj mi znać i podziękuj Bogu. Jeśli potrzebujesz rozmowy, jestem do twojej dyspozycji. Zasubskrybuj, jeśli jesteś ciekawy dalszych treści. Błogosławię was w imieniu Jezusa.

2 myśli w temacie “Bóg jest miłością. Co to tak naprawdę znaczy?

  1. „Kochać to pomagać nie oczekując niczego w zamian.”
    Brzmi dobrze, ale nie koniecznie bym się tutaj zgodził. Chodzi bowiem o to, że Bóg kochał Izrael, a mimo to miał wobec niego pewne oczekiwania:

    Izajasza 5, 1. Zaśpiewam miłemu memu piosnkę stryjecznego brata mego o winnicy jego: Winnicę nabył mój miły na rogu, synu oliwy.
    2. I ogrodził ją, i wybrał z niej kamienie, i zasadził ją latoroślą wyborną, i zbudował wieżę wpośród niej, i sprawił w niej prasę, i czekał, aby zrodziła jagody winne, ale zrodziła agrest.
    3. Teraz tedy, obywatele jerozolimscy i mężowie judzcy, rozsądźcie między mną a winnicą moją.
    4. Co jest, co więcej miałem uczynić winnicy mojej, a nie uczyniłem jej? Czemuż, gdy czekałem, aby zrodziła jagody winne, zrodziła agrest?
    5. A teraz ukażę wam, co ja uczynię winnicy mojej: rozbiorę płot jej i będzie na rozchwycenie; rozerwę parkan jej i będzie na podeptanie.
    6. I zostawię ją pustą; nie będą jej obrzynać ani kopać, i porośnie tarnią i cierniem, a obłokom przykażę, aby na nią deszczu nie spuszczały.
    7. Bo winnicą Pana zastępów jest dom Izraelów, a mąż Judy latoroślą jego rozkoszną; i czekałem, żeby czynił sąd, a oto nieprawość, i krzyk zamiast sprawiedliwości.

    Bóg ma oczekiwania i posiadanie oczekiwań nie jest rzeczą złą.
    Miłość dobrze jest rozumieć na przykładzie rodziców kochających swoje dzieci. To, że ich kochają nie oznacza, że nie oczekują wdzięczności za wszystkie te dobrodziejstwa które uczynili swoim pociechom. To oczywiście nie tak, że rodzice zajmują się dziećmi tylko po to by otrzymać coś w zamian – nie, oczywiście robią to bezinteresownie z miłości. Karmią swoje dzieci, wychowują je i się nimi opiekują – bo je kochają, a nie po to by otrzymać coś w zamian. A jednak oczekują w zamian szacunku, który po prostu należy im się z racji samej przyzwoitości. Bardzo podobnie jest z Bogiem i należną mu czcią.

    Miłość, a przynajmniej ta prawdziwa Miłość jest wymagająca, tak jak i Bóg jest wymagający a nie biernie tolerancyjny. Kochać to znaczy chcieć dobra drugiej osoby – nawet jeśli ta druga osoba nie chce tego dobra.

    Dlaczegóż to rodzice, kochając swoje dzieci, posyłają je do szkół i nieraz zmuszają do jakiś nieprzyjemności (jak np. mycie zębów), robią to jednak wszystko z uwagi na ich przyszłe dobro. Tym właśnie różni się miłość prawdziwa, od pseudomiłości, która mówi: „Bądź sobą. Nic mnie nie obchodzi twój los. Możesz zaćpać się na śmierć, jeśli chcesz, do niczego cię nie zmuszam.”

    Kochający rodzic zaś jednak zmusza i gotowy jest nawet użyć siły by wyciągnąć swoich synów z przepaści grzechu i rozpaczy.

    Odnośnie zaś „środowisk”, które wspominasz, o nich najlepiej mówi ten cytat:

    II list Piotra 2, 18. Mówiąc bowiem zuchwałe a próżne rzeczy, wciągają w pożądliwość ciała tych, co dopiero odsunęli się od ludzi pogrążonych w błędzie. 19. Obiecują im wolność, choć sami są niewolnikami zepsucia, od kogo bowiem się jest zwyciężonym, tego się jest niewolnikiem.

    Gdzie Duch Pański tam wolność. Wolność prawdziwa. Miłość zaś ma polegać na tym by pomóc ludziom zniewolonym grzechem osiągnąć pełnię wolności w Jezusie Chrystusie.

    Nie ten bowiem kocha narkomana, kto akceptuje jego narkomanię, lecz ten, kto zaprowadza go do ośrodka odwykowego. Podobnie nie ten kocha alkoholika, kto nie ma wobec niego żadnych oczekiwań, ale ten kto go strofuje i stara się skłonić do zmiany. Łatwo bowiem ma wmówić sobie narkoman i alkoholik, że oto jest wolny, bo „robi sobie co chce” i „niech się nikt mu do jego życia nie wtrąca”. Lecz tak naprawdę nie jest wolny, lecz zniewolony grzechem i godzien politowania. Tak też samo jest z każdym tym, kto zniewolony jest pożądliwością zboczenia i szaleństwa tego świata. Takiej więc niewoli nie akceptujmy i nie dawajmy nań przyzwolenia. Jezus powiedział: „Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli”. Tak więc każdy sodomita powinien najsampierw poznać i zaakceptować prawdę; prawdę o tym, że jest niewolnikiem grzechu i potrzebuje Zbawiciela, który go odeń uwolni.

    Dziękuję Kasiu, napisałaś artykuł bardzo mądry i potrzebny. Bóg z Tobą. Amen.

    Polubienie

    1. Pisząc to zdanie „Kochać to pomagać nie oczekując niczego w zamian.” miałam akurat na myśli inny fragment Biblii, mianowicie Ewangelię Łukasza 6:27-36. W innym komentarzu pisałeś, że umieściłam za mało odwołań do Biblii i chyba racja, muszę częściej popierać moje przemyślenia wersetami ^^

      Polubienie

Odpowiedz na Ten Śmiertelny Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: